Twarze umalowane zimnymi kolory

Obracali na stronę, skąd przyjść miała wiosna,

I pierwszy powiew pili ustami jak życie.

Potem, gdy w wiosennego powietrza błękicie

W balsamy się rozlała czarna lasów sosna,

Znudzeni wonią kwiatów zmieszaną, stokrotną,

Wynaleźli woń tęskną — dziką i ulotną;

Była to woń wierzbami opłakanej wody,

Z cichej fali wstawała każdego wieczora,

Tajemnicze w powietrzu rozlewając chłody.