A nieszczęście przyjmował półsmutnym uśmiechem,

Patrząc na nie z przyszłości. — Był to wzrok wędrowca,

Co w drodze życia wstąpił na szczyty grobowca

I stamtąd ściga mgliste rysy krajobrazów.

Nieraz z dziewicą bory przelatywał ciemne;

Gdy pod ich końmi iskry sypały się z głazów,

Mówili wzajem myśli głębokie, tajemne,

Jak do snu kołysani — marzący jak we śnie.

A dziecię, bólem uczuć złamane przedwcześnie,

Po takich mowach ludzi chroniło się tłumu