I biegło w ciemne lasy — tam na dzikie wrzosy

Kładło się bladą twarzą — sosn12 słuchając szumu;

Tam uspionemu13 myślą wiatr rozwiewał włosy,

A myśli rosły wielkie, ciemne, tajemnicze,

Jak gwiazdy ogromnymi płynące obroty.

Lub w niebo kładł się twarzą — wtenczas na oblicze

Padało światło lasów — promień słońca złoty,

Pocięty cieniem liści w marmurowe plamy.

A potem w głębiach lasu wicher z szumem wzbity

Nad głową mu odmykał gałęziste bramy,