Jak perły szmaragdami ogrodów przesnute.

Tam zimą lecą z lodów potoki rozkute

I z szumem w kręte ulic wpadają załomy.

Tam stoi góra, Bony ochrzczona imieniem,

Większa nad inne — miastu panująca cieniem;

Stary — posępny zamek, który czołem trzyma,

Różne przybiera kształty — chmur łamany wirem;

I w dzień strzelnic błękitnych spogląda oczyma,

A w nocy jak korona, kryta żalu kirem,

Często szczerby wiekowe przesuwa powoli