Ani je srebrne rozjaśniają blachy,

Ani kobierców21 złocą jasne szaty.

Sala zamkowa jak głuche więzienie,

Wiatr po niej szumi i wolno przewiewa,

Jej głębie wieczne zalegają cienie;

A setne z ziemi wybiegłszy filary,

To się zrastają jak altany drzewa,

To się znów dzieląc na setne konary,

Wspierają różnie łamane sklepienie;

A okna cięte w gwiazd rozlicznych wzory