Starca, co orał grunt ostatniej miedzy.

Bielecki zniknął — żadnej o nim wiedzy,

A po nim żona chodziła w żałobie.

Jej serce straszne skołatały ciosy,

Po śnie wesela został płacz — pierścionek.

Nazajutrz rano, skoro spadły rosy,

Gdzie był dóm Jana, samotny skowronek

Wzleciał nad skiby przeoranej roli

Nucąc piosenkę smutku i niedoli.

III. Bal maskowy