Oto ubogie szlacheckie komnaty,

Skromne jak niegdyś naszych przodków życie.

Ściany drewniane, po ścianach obicie

W różne obrazy, w różne chińskie kwiaty.

Straszne jak mary, które roi dziecię,

Z ram poczerniałe patrzą antenaty.

A przed obrazem jedna lampa płonie,

Gdzie Matka Boska w gwiaździstej koronie.

Noc nadchodziła, mrok zapadał szary;

Lecz budzą ciszę wieczornej godziny