Głośnym wahadłem po ścianach zegary.

A na dziedzińcu lipy i osiny

Szumiały smutnie — i gdzieś między szpary21

Świerszcz się odzywał. — I pies, stróż rodziny,

U wrót podwórza nieraz się odwoła

Na psów szczekanie z pobliskiego sioła.

Siedziała Anna, przy niej ojciec stary

Otwiera świętych poważne żywoty

I czyta głośno, a spokojność wiary

Jak deszcz wiosenny krzepi bujną niwę,