Już gniewu swego nie mógł wywrzeć słowy22...

Była ta straszna chwila przed północą,

Wokoło słychać nocnych kurów pianie

I psy szczekały, co wrót chaty strzegły.

Z nagła zadrzały obrazy na ścianie,

Znów się drzwi domu na ścieżaj rozbiegły:

Wszedł blady człowiek — lecz na powitanie

Jak zwykle Boga imienia nie chwalił;

I opatrzone w pieczęć zawinięcie

Złożył na stole i sam się oddalił.