IV. Zemsta

Zgiełkiem i wrzaskiem zabrzmiały komnaty,

Głośna to radość, lecz radość nieszczera;

Śmiech słychać!... śmiech to wymuszony świata

Na bladych licach nigdy nie umiera.

Śmiech ten jaśnieje jako kwiaty z płótna,

Którymi błyszczy biesiadnika głowa;

Ich postać wiecznie, wiecznie jednakowa,

Wiecznie bez czucia, choć piękna, lecz smutna,

Nigdy nie żyły i w nieba błękicie