Nie odetchnęły — i nigdy nie zwiędną.

Lecz któż by przeniósł takich kwiatów życie

Nad jedną chwilę rozkoszy — choć błędną?

Pan Brzezan smutny, milczący, ponury,

Porzucił tłumu różnobarwne fale;

Szedł do komnaty, gdzie ciemne marmury

I wodotryski wychładzały salę.

Okna posępne gotyckiej struktury,

Przez okna księżyc pełnym blaskiem pada,

Cisną się krzewy kwitnące jaśminu.