Któż tłumy pogan prowadzi do boju?

Jestże ich wodzem? Baszą? Atamanem?

Jakiś młodzieniec w muzułmańskim stroju,

Czoło złocistym przysłonił turbanem

I wiarę złotym księżycem naznaczył.

Leci na czele i służbę pomija,

Nikogo dotąd uderzyć nie raczył,

Miecz jego w pochwach; on wzrokiem zabija.

Już wpadł do sali, zaraz za nim w ślady

Straszny wiatr zawył na ściany zamkowe,