A Tatar przybiegł i padł na kolana.

Cuci ją, węzły ścieśnione rozrywa;

Twarz jego była straszna, obłąkana,

Chwycił ją w dłonie, unosił przez ganki,

Ona jak martwa była w jego dłoni;

Z głowy różane pospadały wianki

I włos się rozwiał pełny słodkiej woni,

Rozwiany spływał aż do stóp Tatara.

A strasznie bladą była twarz dziewicy.

Budzi się — gdzież jest? — W zamkowej kaplicy,