A przed nią postać jak przeszłości mara.

Dokoła było i straszno, i ciemno,

A księżyc mury oświecał kościoła.

— „Tyż to mój luby? Tyż to jesteś ze mną?

Zaklinam ciebie, zdejm zawoje z głowy!

Niech cię obaczę — rysy twego czoła...”

I zdjął Bielecki turban muślinowy,

Anna spojrzała i padła omdlona.

Znów po niej życia rozlały się ślady

I znów po chwili ciężko przebudzona