Czasami z góry na kolec blaszany
Wieżycy wstąpię i tak jako owce
Najpierwsze państwa Karacze, Supany
Każę prowadzić przez różne manowce.
Tam je kładziono w skrwawione kurhany,
Na stos znoszono chwast, czarne jałowce.
A ja, bywało, z góry jak sęp dziki
Widzę te w ogniach ruchome mrówniki.
LII
Dziesięć czasami gwiazd i słońc czerwono