Chciałem zachować dumny kształt książęcy,

Lecz tak pękałem się jak w ogniu glina.

Oczy się chmurą zasłoniły czarną

I duch się cały skupił w jedno ziarno.

XXXVII

Nic więcej. Straszne zaćmienie i głusza!

Na sercu ręki bożej położenie;

Docisk ostatni, pod którym się dusza

Pękała w skazy, a wzrok szedł w sumienie.

Więc jako robak, co się w ogniu rusza,