Tak ona, póki w ustach było tchnienie,

Leżała na dnie swej serdecznej plamy,

Aż Bóg otworzył jej — wieczności bramy.

XXXVIII

Taki był koniec mojego żywota,

Śpiewany długo w kraju przez rapsodów,

Którzy nie doszli, w czym była istota

Czynów? w czym wyższość od rzymskich herodów?

Nade mną była myśl słoneczna, złota,

Do niej moc ciemnych, okrwawionych wschodów