Dla sławy marnej, a nie dla spowiedzi?

Postanowiłem niebiosa zatrwożyć,

Uderzyć w niebo tak jak w tarczę z miedzi,

Zbrodniami przedrzeć błękit i otworzyć,

I kolumnami praw, na których siedzi

Anioł żywota, zatrząść tak z posady,

Aż się pokaże Bóg w niebiosach — blady.

XLIII

A nie Bóg nad tą żywota fortecą

Zgwałconą twarzy pokaże, to przecie