Wolne, bo otwarcie gada,

Gdy głos zefirom poruczy28;

Szalone, bo ze skał spada,

A słodkie, bo w trawach mruczy;

A głośne, bo słyszane z daleka;

A niewdzięczne, bo ucieka;

Tam, przy tym źródle, zmęczona

Ściganiem za jedną sarną,

Z melancholią moją czarną

Ległam... a góry tej strona