Bankiem swoi go wynoszą

Z mazamor jako kość bladą

I gdzieś go na słońcu kładą.

Gdzieś na słońcu, pod murami;

Potem uciekają sami,

Bo... (ach, głos mi w piersiach głuchnie)

Bo ten książę trupem cuchnie,

Gnije żyw, z kości opada;

Nikt z nim nie żyje, nie gada,

Nikt przy jego mazamorze