Lambro je we snach gorączkowych składał.

Hymn ostatniego tak rymami spadał,

Jak gdyby w piersi marzeń brakło tchnienia.

Wstał — chciał się zbudzić — lecz padł na dywany.

Usta mu tylko drżały blade, sine,

Jakby chciał mówić — i wzrok obłąkany

Przebiegał marzeń zamgloną krainę.

A jego twarzy powleczonej w bieli

Nawet szatani marzeń się przelękną.

I rzekł: „O duchy! — o ciemni anieli!