Jak duchy w północną godzinę,

Posępny, okryty mgłami.

I mgła błękitna pobiela

Uciekające wstecz brzegi,

Topią się, nikną jak śniegi.

Znów widne... tam palma drząca

Jako kapłan Izraela

Do cichej twarzy miesiąca

Wznosi dłonie — twarz odwraca

I mówi modlitwy szmerem.