Niechby widzieli, że śmierć była w czarze!

Bo oni niegdyś niedowiarstwa wzrokiem

Śledzili we mnie męstwa — nie dostrzegli...

I dziś — dziś jeszcze nie wszyscy odbiegli.

Widzę ją — widzę — tam — z błękitnym okiem,

O nie — to szatan ubiera w mgłę ciemną

Takie obrazy. Wściekłość mnie porywa!

To paź... to ona... martwa... jeśliś żywa?

Ja konam! konam! — chodź ze mną! chodź ze mną!”

Paź upadł we krwi. Lambro drzący, blady