Zdjął zawój pazia ze strusimi pióry...

I uderzony jak gromem, o mało

Nie padł na ziemię, gdy spotkał oczyma

Na pół otwartej zrennicy lazury.

Upuścił zawój — sztyletu się ima...

Potem przypomniał śmierć... sztylet odrzucił...

Bo miał na ustach gorycze napoju.

I z obłąkaniem odszedł — i znów wrócił,

I znów rękami od śmierci drzącemi

Zdejmował zawój — wtenczas spod zawoju