Rumieniec tonął w bezpromienną białość,

I w białych szatach stała między drzewa,

Wpół przeświecona blaskami zachodu,

Podobna srebrnej fontannie ogrodu,

Z której wiatr mgliste warkocze odwiewa.

Kleft, znać z ubioru, był kiedyś rycerzem

I wierne rysom członków nosił szaty,

Piersi jedwabnym zamknięte pancerzem,

Co się od słońca w różne barwy łamie,

Wypukło w złote wyszywany kwiaty;