Jakby w kamienne łamała się spływy.

I Lambro bladnął, i usty drżącemi

Mówił: „O luba, wybacz, że te słowa

Zanadto czarną malowały duszę;

Przywykłem kruszyć serca — a gdy kruszę,

Patrzeć, jak cierpią, i śmiać się szalenie.

Lecz twoja boleść, bladość marmurowa,

To już nad moje siły, nad sumnienie!

Czy wierzysz, luba? ja się wyznać wstydzę,

Ja, korsarz krwawy! ja, ludzi morderca!