Snadź, że się lęka ze wspomnień zwierciadła

Zamglić szaleństwem — gorączkowej mary

Owego widma płonącej fregaty,

Co stoi przed nim pełna jęków, wrzasku

Przeraźliwego — wśród płomieni blasku,

Dotknięta palcem anioła zatraty.

Więc nie chce trucizn — ale czy wytrzyma

Przez noc zwyczaju przełamać narowy?

Obłąkanymi spogląda oczyma,

Wstał — i na pokład wyszedł okrętowy.