Zachwiał się — chylił i upadł — omdlały.

VI

Wnet go tłum majtków dokoła otoczy...

Blady był strasznie — na poły nieżywy.

I paź krzyk wydał z piersi przeraźliwy,

Gdy omdlałego przyniesiono pana.

Lambro zbielałe na krzyk podniósł oczy,

Twarz mu roztlała śmiercią obłąkana.

Otworzył usta — mówił nieprzytomnie:

„Kto tutaj jęczał — kto tu płakał po mnie?