Ciszej! bo właśnie teraz sen czarowny

Rzucił go lotem po nieba błękicie...

Dzikiej rozkoszy urok niewymowny

W naglonym tchnieniu zamknął zmysły — życie —

Słowo poczęte śmiech porywa — łamie —

I śmiech poczęty w odetchnieniu kona.

Bo to nie skrzydło ani silne ramię

W lekkiej powietrza pławiło go fali;

Lecz ciężar myśli opadł z głębi łona

I ciężar wspomnień zniknął z uczuć szali.