Więc stał — i tchnienie połykał do łona,

By czarownego nie zamglić zwierciadła.

A w lesie kolumn widział ludzkie cienie,

Kleftów od dawna pomarłych widziadła;

A wszyscy w gmachu wplątani promienie,

Bladzi — posępno srebrni lub ogniści,

Lekcy i liczni jako chmura liści

Wiatrem zwichrzona, wiązali się w tłumy.

Ale dotknięci żywego oczyma,

W twarzach zdradzili wiele ziemskiej dumy.