Nalewał napój w pozłacaną czarę

I z drżącej ręki nie liczonych wiele

Kropel trucizny upadło nad miarę.

I szedł zachwiany, i stąpał nieśmiele,

Jakby od blasku ręką zakrył oczy;

I tak przed lampą stanął — że ją cieniem

Swojej postaci nachylonej mroczy...

Lambro miał usta spalone pragnieniem;

Oczy, sennymi tłoczone ciężary,

Z oblicza pazia — upadły w głąb czary.