Niszczą obrazy, palą, unoszą świeczniki.

Wtem patrzę, oto w szaty kościelne przybrany

Na ołtarzu stał trefniś5 Darnleja — i śmiele

Jak ksiądz zaczął kazanie w święconym kościele.

Lud wesoło bluźnierczym odpowiadał śpiewem,

A błazen skarby święte unosił bez braku6.

Dobyłem miecza zdjęty rozpaczą i gniewem,

Rzucam się, spadły dzwonki na błazna kołpaku.

Może krew popłynęła? Nie wiem — lud się tłoczył,

Okolił mnie orężem — o ścianę oparty