Lecz jakże było, królu, wyjść? — ona przysięgła!

Tej kobiecie by nigdy wtenczas nie wierzono...

Nie wyszedłem. Lecz jakże drżało moje łono,

Gdy usłyszałem już mur rosnący przede mną.

Zamurowali... Ciszę uczułem podziemną...

W oczach stanęły różne młodości obrazy,

Wyciągnąłem przed siebie ręce, czuję głazy

Zimne, nieporuszone... zacząłem żałować,

Że się tak marnie dałem żywcem zamurować...

I zdjął mnie strach, o głodzie pierwsza myśl nadbiegła;