Spojrzę na ziemię, róża jest jak twarz dziecięcia,

Spojrzę na niebo, księżyc jest jak twarz dziecięcia,

Wszystko mi przypomina. Raz pierwszy krew leję,

Potem przywyknę — teraz pot się sączy z czoła.

Noc straszna. Włos od zgryzot przez noc mi zbieleje.

Jakiś szmer słychać — może to mnie dziecię woła?

Czy wrócę ich dokonać? Nie, tak mi się zdało.

Ciemno lampa płonęła, jedno z dzieci spało

Po płaczu utulone jak na łonie matki,

I przez sen niespokojne marzyło wyrazy;