patrzy przez okno
Tam widzę, za lasami blady księżyc wschodzi,
Czarne sosny posępnym witają go szumem;
Rozdarte chmury — duchów napełnione tłumem.
po chwili
Nie przychodzi, on może nie przyjdzie, ja płaczę!
W tej chwili groźnych króla nie pomna wyroków,
Smutno mi, że nie przyjdzie, że go nie zobaczę...
Chciałam go widzieć... Boże! słyszę odgłos kroków!
O nie, to źródła szumią w zamkowym ogrodzie...