Raz zapędzony na łowach daleko,
Wracałem w skwarne pustyni południe.
Koń mój spod kopyt miotał piasek wrący,
Chwiał się znużony pragnieniem i spieką,
W rozwarte nozdrza chwytał wiatr gorący.
Wtem jedzie Arab przez pustyni błonia.
Rzekłem do niego: «Słuchaj, bracie młody!
Musisz mieć wodę, daj mi kroplę wody.
Widzę, że pełne twe juki podróżne,
Wody! nie dla mnie, lecz dla mego konia».