Lśni przed nim jasność samobójczej stali,

Patrzy posępny na niebios sklepienia,

Twarz ma pobladłą i wzrok zapalony,

I widać drzenie8 wstrzymywanej ręki,

Silne jak drzenie głodu lub pragnienia.

Piękny nasz kościół! u stóp jego wały9

Spienione miecą10 na głazy ukropy;

Stoi na skale, jego krzyż nad skały

Jak ptak uleciał aż pod nieba stropy;

A cudne palmy, pustyni królowe,