I

W zakonnej celi pod habitem mnicha

Konam samotny. Włóż kamień pod głowę,

Niech na nim zasnę. Noc ciemna i cicha.

Myśl moja wyschła jak źródło stepowe,

Ja sam jak palma usycham i więdnę.

Niegdyś na czele pokolenia ludu

Ścigałem w piaskach z płócien miasta błędne.

Niegdyś szczęśliwy wśród nędzy i trudu,

Pogardy okiem patrzałem na nędzę.