Płoche to było i marne złudzenie.

Ale raz z wiatru zachodnim powiewem

Doszło mię dzikie, melodyjne pienie,

Wypuszczam konia i gonię za śpiewem.

Śpiew ten brzmiał w niebie, na ziemi, dokoła,

Coraz doganiam wyraźniejsze tony;

Wkrótce ujrzałem złoty krzyż kościoła,

Tym smutnym śpiewem brzmiały wasze dzwony.

Wchodzę, stanąłem przy ciemnym filarze,

Już nie pamiętam wrażenia tej chwili.