Zeń, jak z cierniowego krzaka,

Gotów znowu Bóg wybuchnąć,

Z wichru mając twarz i lice,

I na ciebie, jak na świécę —

Iść — i dalej pójść — i zdmuchnąć!

*

Więc się bój: — bo nie ja grożę,

Marny człowiek i twój brat,

Ale jakiś straszny świat

I widzialne światła boże,