Z genezyjskich roztopów — ręce do miesiąca

Wznosząca... Nad Oceanu otchłanią pogodną

Rodzisz się po raz pierwszy piękną matką płodną

Rodzajów... Już ty jednym Ewianym żywotem

Odgrodzona od morza form, ogniem i błotem

Błyskającego... Jednak podziemna kraina

Jeszcze się tobie często we snach przypomina:

Straszy — jak smok na wiatrach odmienia oblicze

Kolorowy; ty piórka oblekasz słowicze

We śnie... uciekasz przed nim — a morza cię szyba