Na prawej stronie Nilu, gdzie sieńska skała,
Teby i pałac stoi z granitu różowy.
Wiek był wielki — rok jakiś straszny, tysiącowy;
Na przyjście Pańskie jeszcze globowi nie dniało.
Tyś stała — a miasto się z głazów budowało
Powoli... Ty, miłością już uduchowiona,
Z morza płazów wynurzasz ciało — pierś — ramiona —
Na przyjazne anielstwo, na godność kobiécą —
A jeszcześ się jakoby po pas czuła lwicą,
Łanią... Jeszcze się czułaś i w glinie, i w ziemi, —