Że cię węże oplotły taśmami srebrnemi
I nie puszczają w złote, niebieskie podwoje:
Więc z ramion wyrzuciłaś srebrnych skrzydeł dwoje.
Na próżno chcesz z granitu odstać, bo cię siła
Globowa — — bo się mlekiem twa pierś napełniła
I cięży: więc spoczywasz na brusach, jak łani.
W sny twe zdziwieni patrzą malarze, kapłani;
Ducha twego rzetelny kształt w granitach krzeszą;
Sfinksy — potęgi twoje (dziś uczonych rzeszą
Otoczone: — zagadki dla nich niepojęte)