Smutne, obumarłymi południka śniegi

Zasypane, pod nieba sklepionego łuną,

Długą i rozciągniętą położone struną.

Z niej jak z boskiego łuku na niebieskie stropy

Strzał słonecznych wiązane wypadały snopy.

Chciałbym się teraz zbliżyć teleskopu szkiełkiem

Do brzegu — spoić tęczą kolorów i zgiełkiem.

Tu przeszywany złotem, przetkany bławatem

Chce być człowiek bawiącym oczy twoje kwiatem;

Nawet w ubiorach ludu taka rozmaitość,