Piramidy

Wyjechałem z Kairu dziś ze słońca wschodem.

Mgła biała nad palmowym Kairu ogrodem

Kryła mi złote słońce... i łzy brylantowe

Zawieszała na palmach; a gmachy różowe

Zorzą mglistą, tysiącem wieżowych promieni

Przesuwając się w tajnej ogrodu zieleni,

Odchodziły gdzieś na wschód. Oślątko me chyże

Leciało, aż się w starym oparłem Kairze.

Łódka stała u brzegu, wsiadłem do niej — płynę.