I tylko las błędnymi pocięty promyki,

Wystrzelony pod niebo, koronami szumny,

Jak przysionek piramid bogaty w kolumny

Przy ludzkich dziełach, ręką zasadzony Boga...

I trzy godziny trwała pełna dumań droga,

I więcej, bo Nil jeszcze nie wrócił do łoża.

Przepływałem jeziora — aż na piasków morza

Wyniosło mię oślątko... Na piaskowym wale

Stały przede mną gmachy błyszczące wspaniale,

Twarzami obrócone do słońca — i do mnie.