Gdy lawiną kamieni grobowiec się kruszy

I spada z wielkim hukiem.

Na białym kamieniu

Siadłem strudzony w drzewa szerokiego cieniu;

Myślałem, jak ten wąwóz cały piasków przebrnę?...

Co czuć będę? i oto... jakieś mrówki srebrne

Pod nogami ujrzałem grzebiące się w piasku.

Wziąłem do rąk stworzenie perłowego blasku,

I bawiło mię małe jak ziarenko żyta...

A domek ich jak ślady końskiego kopyta,