Sarkofag — próżny — ręką uderzyłem — dzwonił

Jak rzecz pusta...

Wyszedłem z granitowej skały

Jak senny, zadziwiony dniem, co świecił biały,

Palm zielonością, piasków oświeceniem złotem,

Westchnąłem z głębi piersi... za niczym... a potem

Obróciwszy się, czarne zapytałem guidy459,

Gdzie — którędy się idzie na szczyt piramidy?

Pokazali mi lewy brzeg nierówno zlany

Z ciemnej, nieoświeconej promieniami ściany.