To mówiąc, wodę wypiwszy ze dzbana,

Powalił się tu jak palma złamana.

Przybiegłem — nie czas już było ratować. —

Siostry go chciały martwego całować;

Krzyknąłem wściekły: „Niech się nikt nie waży!”

Porwałem trupa i rzuciłem straży,

Aby go wzięła na żelazne zgrzebła

I tam, gdzie grzebią zarażonych, grzebła.

A od tej nocy tak pełnej boleści

Naznaczono mi nowych dni czterdzieści.