Z założonymi na piersiach rękoma

Siedziała trzy dni matka nieruchoma,

W kącie namiotu, żółta, jakby z drewna.

Dziecina stała się blada i rzewna;

Bo mleko matki zaczęło wysychać,

I co dnia było płacz w kołysce słychać.

A ta pustynia — nie masz dzieci w grobie! —

Ona inaczej wydaje się tobie,

Może złocista, jasna i weselna?

Lecz dla mnie jest to równina piekielna!